Remis w ostatnim momencie

Sobotnie spotkanie w Toruniu pomiędzy ekipą Klaudiusza Hirscha i Akademikami z Katowic prowadzonymi przez Błażeja Korczyńskiego zainaugurowało siedemnastą kolejkę Futsal Ekstraklasy. Rywalizacja dwóch osobistości na trenerskich ławkach, dla każdego z zespołów toczyła się o inną stawkę. Gospodarze po zwycięstwie przed tygodniem z Gwiazdą Ruda Śląska awansowali na czwarte miejsce w ligowej tabeli i ewentualne zwycięstwo miało potwierdzić ich medalowe aspiracje. Katowiczanie, po roztrwonieniu przed tygodniem dwubramkowej przewagi z zespołem z Głogowa i zaledwie remisie u siebie, każdy następny mecz grają z nożem na gardle i muszą szukać punktów wszędzie, by uchronić się przed degradacją.

Dodatkową motywacją dla torunian był przebieg spotkania pierwszej rundy w Katowicach, który z pewnością na długo utkwił im w pamięci. Wówczas to zawodnicy Hirscha już po 12 minutach prowadzili 3:0 i jeszcze przed przerwą mieli okazję do strzelenia kolejnych bramek. Po zmianie stron jednak drużyna FC Toruń straciła aż pięć goli nie strzelając żadnego i wracała do domu bez punktów.

Pierwsza połowa sobotniej potyczki nie dostarczyła kibicom zbyt wiele emocji. Drużyny skupiły się na tym, aby bramki nie stracić, a ponieważ obydwaj trenerzy bardzo dobrze przygotowali swoich podopiecznych taktycznie, sytuacji podbramkowych było jak na lekarstwo. Nie pomogło nawet to, że trener Korczyński postanowił zaryzykować i gdy Akademicy byli w posiadaniu piłki, wycofywał bramkarza i wprowadzał w jego miejsce dodatkowego zawodnika. Gra w przewadze nie przyniosła spodziewanych efektów, ale też nie zakończyła się strata bramki. Z sytuacji wartych odnotowania - Marcin Mikołajewicz raz znalazł się w sytuacji sam na sam z Rafałem Krzyśką, ale górą był golkiper Akademików, po rzucie wolnym groźnie uderzał także Michał Suchocki, ale "Krzycha" także wyszedł z opresji obronną ręką, a po drugiej stronie próbowali Tomasz Dura i Tomasz Szczurek, ale ich uderzenia łatwo wyłapał Nicolae Neagu. W efekcie do przerwy kibice nie zobaczyli żadnej bramki.

Po zmianie stron było już znacznie ciekawiej – więcej sytuacji podbramkowych, celnych strzałów, bramkarskich parad, a przede wszystkim padły wreszcie bramki. W 25. minucie prowadzenie dla torunian zdobył Mykola Morozow, z najbliższej odległości pakując piłkę do siatki po świetnie wykonanym przez gospodarzy aucie. Podrażnieni goście rzucili się do odrabiania strat. Strzał Dury obronił Neagu, po chwili po uderzeniu Marcina Czecha przed stratą gola uratował miejscowych słupek, ale w 27. minucie katowiczanie dopięli swego – z rzutu wolnego płasko uderzył Adrian Pater i było 1:1.

W 31. minucie ponownie sprzymierzeńcem torunian był słupek, a bliski strzelenia gola dla AZS był Tomasz Szczurek. Po chwili świetnie uderzał Łukasz Kuś, ale znakomitym refleksem wykazał się bramkarz ekipy Hirscha. Szansę na drugą bramkę dla FC Toruń zmarnował Morozow oraz Michał Wojciechowski. W 37. minucie powinno być 2:1 dla miejscowych – Suchocki podał do Mikołajewicza i wydawało się że nic już nie uchroni Akademików. Popularny „Miki” nie trafił jednak w światło bramki i nadal był remis.

W 39. minucie wydawało się, że losy spotkania zostały rozstrzygnięte. Wpierw Suchocki nie trafił z 7 metrów, ale po kilkunastu sekundach znakomitym uderzeniem pod poprzeczkę popisał się Morozow i gospodarze prowadzili 2:1. Gości nie podłamała jednak stracona bramka - trener Korczyński wziął czas, rozrysował grę w przewadze, która przyniosła efekt… 8 sekund przed końcową syreną ! W zamieszaniu podbramkowym najprzytomniej zachował się Jędrzej Jasiński trafiając do siatki i ustalając wynik meczu na 2:2.

Mamy nadzieję, że cenny punkt na trudnym terenie oraz okoliczności jego zdobycia będą momentem przełomowym w grze naszego zespołu - liczymy w kolejnym arcyważnym meczu wyjazdowym z Gwiazdą Ruda Śląska na komplet punktów. Mecz w Rudzie Śląskiej w najbliższą sobotę (05.03.2016) o godz. 17.00 !

Bądźcie z nami !

 

(son), zdjęcie: Sławomir Kowalski/ FC Toruń
 

29 lutego 2016