Toruńska lekcja Akademików

Nie tak wyobrażali sobie z pewnością zakończenie sobotniego wieczoru zawodnicy, sztab szkoleniowy oraz kibice AZS UŚ Katowice. W ostatnim w tym roku spotkaniu Futsal Ekstraklasy na własnym parkiecie Akademicy wysoko przegrali z FC Toruń 0:6.

 

Po wysokiej przegranej w ostatnim meczu u siebie z Piastem Gliwice, a następnie wyjazdowym zwycięstwie w Wieliczce, wydawało się że podopieczni Pawła Machury będą w stanie odczarować szopienicką halę i zainkasować 3 punkty. Do Katowic przyjeżdżała bowiem drużyna FC Toruń. Zespół Klaudiusza Hirscha zawsze należał do solidnych, ale w tym sezonie na wyjazdach nie radził sobie najlepiej. Przed sobotnią rywalizacją obydwa zespoły miały tyle samo punktów i dzieliła je tylko jedna pozycja w ligowej tabeli.

 

Początek meczu zdawał się potwierdzać, że gospodarze dobrze odrobili lekcję z meczu z Piastem i nie dadzą się już tak zaskoczyć jak dwa tygodnie wcześniej. Przed szansą na zdobycie prowadzenia stanęli kolejno Michał Cygnarowski, Krzysztof Salisz, Jacek Hewlik  oraz Marcin Krzywka, ale świetnie w bramce gości reagował Mołdawianin - Nicolae Neagu. Torunianie przetrzymali początkowe ataki katowiczan, grali konsekwentnie w obronie i z minuty na minutę przejmowali kontrolę nad wydarzeniami na parkiecie. Coraz więcej zaczęło się dziać pod bramką Mateusza Bednarczyka, którego próbowali pokonać Marcin Mikołajewicz i Krzysztof Elsner, jednak golkiper Akademików był na posterunku. Popularny "Jojo" był już jednak bezradny w 10 minucie, gdy w zamieszaniu pod bramką katowiczan piłka odbiła się tak nieszczęśliwie, ze trafiła do znajdującego się w dogodnej okazji Mikołajewicza, a ten pewnie umieścił ją w bramce gospodarzy. Jak się okazało był to początek show w wykonaniu tego zawodnika, który później jeszcze trzykrotnie znajdował drogę do Akademickiej bramki.

 

Do przerwy jednak zespół z Torunia prowadził tylko 1:0, a kibice miejscowych mogli mieć nadzieję, ze po zmianie stron podopieczni Pawła Machury będą w stanie odwrócić losy meczu. Nadzieje te bardzo szybko rozwiał ..."Miki", który po półtorej minuty gry w drugiej odsłonie podwyższył na 2:0. Nie minęły kolejne 2 minuty, a torunianie prowadzili 3:0 - tym razem w roli egzekutora wystąpił Sylwester Kieper. Ozdobą spotkania był czwarty gol dla gości - Elsner znakomicie piętą dograł do Michała Suchockiego, ten z pierwszej piłki odegrał z powrotem do Elsnera, który mierzonym strzałem w długi róg nie dał szans Bednarczykowi.

 

Widząc, że normalna gra nie przynosi efektów w starciu z dobrze zorganizowaną i konsekwentną grą gości, trener Machura postanowił postawić wszystko na jedną kartę. By spróbować odmienić przebieg meczu lub przynajmniej zmniejszyć rozmiary porażki Akademicy wycofali bramkarza. Ten manewr zakończył się...kolejnymi dwoma golami dla przyjezdnych. W roli egzekutora wystąpił w obydwu przypadkach Mikołajewicz.

 

Ostatecznie katowiczanie otrzymali bolesna lekcję futsalu od podopiecznych Hirscha, którzy w świetnych nastrojach mogli wracać do stolicy województwa kujawsko - pomorskiego.

- Zagraliśmy świetny mecz. Jestem dumny z moich zawodników i gratuluję im dzisiejszej konsekwentnej oraz skutecznej gry, której efektem była wysoka wygrana - podsumował Klaudiusz Hirsch, szkoleniowiec ekipy z Torunia. W zupełnie odmiennym tonie, co zrozumiałe, wypowiadał się szkoleniowiec Akademików: - Jest mi po prostu wstyd. Przepraszam wszystkich kibiców którzy byli na meczu. Nie możemy tak grać, to nie przystoi zespołowi grającemu w Ekstraklasie. Mam nadzieję, ze uda nam się szybko zrestartować i za tydzień w Pniewach powalczyć o rehabilitację - stwierdził Paweł Machura.

 

Po tym zwycięstwie torunianie pozostali na szóstym miejscu w ligowej tabeli, natomiast katowiczanie spadli aż na 9 lokatę.

 

Za tydzień, w ostatnim meczu pierwszej rundy AZS US jedzie na wyjazdowe spotkanie z Red Dragons Pniewy. By spokojnie spędzić święta i pomyśleć mimo wszystko w rundzie rewanżowej o walce o pierwszą szóstkę rozgrywek, podopieczni Pawła Machury muszą z Wielkopolski przywieźć komplet punktów.

 

(soN)

04 grudnia 2016