Niewiele zabrakło

AZS UŚ Katowice przywozi z dalekiego wyjazdu do Białegostoku kolejny remis. Biorąc pod uwagę wydarzenia na boisku akademicy mogą odczuwać pewien niedosyt, ponieważ spotkanie powinno zakończyć się po myśli Katowiczan. Początek meczu to wyrównana gra, jednak to gospodarze wyszli na prowadzenie, za sprawą Grabowskiego. Goście nie przejęli się tym wynikiem i grając z "lotnym bramkarzem" szybko próbowali wyrównać.Zaskoczyć bramkarza gospodarzy próbowali Pękala, Musiał i Tkacz. W 15 minucie kontrę Słonecznego Stoku zakończył pechowo....Kamil Musiał i trzeba było odrabiać stratę dwóch bramek. AZS potrzebował na to zaledwie pięciu minut. Najpierw Jasiński z bliska trafił do pustej bramki, a tuż przed przerwą wyrównał Tkacz po podaniu Salisza. Początek drugiej połowy to zdecydowana przewaga gości. W 26 minucie Kamil Kmiecik po indywidualnej akcji pokonał Jendruczka i akademicy wyszli na prowadzenie. Po minucie mogło być 4:2, ale Salisz trafił w poprzeczkę. Niewykorzystane okazję się mszczą i po 28 minutach znów był remis. Teraz to gospodarze poczuli, że mogą zagarnąć komplet punktów i wykorzystali błąd defensywy przyjezdnych ponownie wychodząc na prowadzenie w 31 minucie. Jednak nie na daremno o podopiecznych Pawła Machury mówi się 'specjaliści od odrabiania strat". Katowiczanie jeszcze raz się zerwali do ataku, który pozwolił im uniknąć porażki. Na niespełna 3 minuty przed końcem meczu, Michał Cygnarowski po dograniu piłki przez Kmiecika trafił z kilku metrów. To jednak nie koniec emocji w tym pojedynku. AZS mógł przechylić szalę zwycięstwa na swoją korzyść, lecz najpierw piłka po uderzeniu Kmiecika wylądowała na słupku bramki gospodarzy, a pięć sekund przed końcem z kliku metrów przestrzelił Pękala. MOKS Słoneczny Stok - AZS UŚ Katowice 4:4 (2:2)bramki Jasiński, Tkacz, Kmiecik i Cygnarowski.

14 maja 2018